Łączna liczba wyświetleń

sobota, 17 grudnia 2011

Smutna moda PRL-u

Smutna - nie dlatego, że szara i powtarzalna. Wręcz przeciwnie - zawsze podobały mi się spodnie dzwony, koszule z dużym szpiczastym kołnierzem, koturny - a i późniejsze kozaczki "relaksy", buty "kowbojki" i dresy z kreszu przyprawiają mnie o sentymentalny usmiech.

Smutna była wtedy wielka moda na futra - każda dama musiała mieć naturalne futerko co najmniej z króliczka czy nutrii, a jak nie to choćby kołnierz lub czapę z lisa. Niestety moda ta wraca, a ja jako ogromna przeciwniczka zabijania zwierząt na futra, czuje się tym baaardzo zawiedziona. Bo czy można owinąć się martwym zwierzęciem? Spójrzcie na te kołnierze z lat PRL. Toż to ohydztwo i mam nadzieję, ze ludzie są na tyle mądrzy i nie będą hołdowac głupiej modzie. Bo ile takich zwierzątek zabito na jedno futerko?
Zdjęcia z internetu.





10 komentarzy:

  1. Obrzydlistwo!!!!!!
    Pamiętam jak moja ciotka (której nie lubiłem), miała lisa z oczami z kryształków. :/
    Jak byłem mały wyniosłem jej tego lisa do parku by tam "odżył", niestety nie ożył a ja dostałem wciry.
    Miałem wtedy kilka lat, ale zawsze wiedziałem, że coś jest nie tak.
    Tak samo miałem z porożami na ścianach!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tych futer też nie lubię, ale pamiętam że moja babcia miała kilka takich... do dziś gdzieś jeden leży...

    OdpowiedzUsuń
  3. Omgh... Fuj! Trzeba mieć chyba coś z głową, żeby owijać się zdechłym lisem :/ Biedne zwierzątka. A np. taka Anna Mucha z uśmiechem na twarzy wyskoczy na salony w futrze naturalnym i zadowolona z siebie... Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiecie co łeb mi ukręcicie pewnie- ale ja mam "ukochanego" srebrnego lisa mojej mam ;)będąc bardzo małym brzdącem mieszkałam w maleńkim mieszkaniu w Krakowie i nie mogłam mieć futrzastego przyjaciela to "miętoliłam" maminego lisa- żywa sunia Fida mieszkała u Dziadków, za którą strasznie tęskniłam po powrocie do domu, to lis odbierał należną porcję głasków- lis mieszka w mojej szafie do dziś, był towarzyszem zabaw choć świadomie nie kupiłabym na pewno takiej "ozdoby". No i ten lis nie wychodzi ze mną na "spacer".
    W obecnych czasach można futra z powodzeniem zastąpić sztucznymi futrami- nierzadko są ładniejsze niż naturalne a i mole ich nie zeżrą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja, jako dziecko, miałam futerko z króliczych skórek. Bardzo je lubiłam. Niestety polubiły je też koty, które wygryzły i chyba pożarły sporą część. Mam nadzieję, że się później nie pochorowały. Niedojedzone resztki wdzianka zostały spalone przez dziadka w piecu kaflowym. Do dziś pamiętam jak pięknie się toto paliło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam te liski. ciotka ma taki kołnierz do dziś...
    A ja z koleżanką przyprawiałyśmy sobie takie lisie ogonki i bawiłyśmy się w... pieski :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moda na srebrne lisy tez była pokłosiem politycznych zawirowań. W Zatoce Gdańskiej utonęła sobie ruska łódź podwodna o napędzie nuklearnym. I zabroniono połowu ryb i kąpieli w Zatoce. Gdzieś tak w latach siedemdziesiątych to było. Ale rybacy musieli z czegoś żyć. Zatem łowili te świecące ryby i karmili nimi srebrne lisy. na początku lat osiemdziesiątych w każdym dawniej rybackim gospodarstwie w Gdyni była mała lisia ferma. A ten smród... Smród rybi to przy tym mikuś.
    A co do futer, to klimat był ostrzejszy. Nie było alternatywy poza potwornej wagi jesionkami. Futro, pelisa lub kożuch były koniecznością przy -30.

    OdpowiedzUsuń
  8. moaj mama miała taką czapę;))al nigdy nie nosiła,całe szczęście..

    Ania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyglądają jak zdechłe,ale pamiętam tę nieszczęsną modę!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak to wszystko wygląda. Wydaje mi się, że absolutnie nie ma porównania do czegokolwiek innego. Ja jednak stawiam na prostotę, te rzeczy do mnie nie przemawiają. Ogólnie polecam robić własne rzeczy na drutach, tutaj macie odnośnik do www - polecam!

    OdpowiedzUsuń